Po bałwanach czas na wydmuszki...
poniedziałek, 31 marca 2008
Wielkanoc 2008
Poszło jak z płatka... W zasadzie przez ogrom wydarzeń, nawał zjawisk, ilość pomysłów, liczbę gości i okoliczności to święta skończyły się dla mnie dopiero dzisiaj. Niewykluczone, że pokłosie ostatniego tygodnia w większej bądź mniejszej obfitości pojawi się w kolejnych postach. Zaczynam od kolejnej realizacji ;-)
Po bałwanach czas na wydmuszki...
Po bałwanach czas na wydmuszki...
środa, 19 marca 2008
sobota, 15 marca 2008
...to się dzieje teraz...
R.E.M. udostępnia najnowszy utwór na Youtube, Radiohead wrzuca całą nową płytę do sieci za darmo. Nine Inch Nails idzie w ich ślady. Z pomocą przychodzą twórcy licencji Creative Commons...
...a ja już w 2001 roku w szalonym liście do rzyjątka wymyśliłem, że coś jest na rzeczy i że wszystko się pozmienia jeśli chodzi o prawa autorskie. Wprawdzie wtedy wydawało mi się, że muzyka zrobi się bardziej lokalna, ale to chyba tylko dlatego, że bardziej ceniłem improwizacje na żywo niż studyjne albumy. No ale żaden ze mnie fantasta ani krytyk muzyczny, więc po 7 latach przyznaję bez skrępowania, że błądziłem. Wszystko poszło w inną stronę.
Tak czy inaczej nie zmienia to mojego przekonania, że artyści bądź co bądź mainstreamowi silą się na marne. Wszak oni jak by na to nie patrzeć są tylko jednym z trybików gigantycznej maszynerii która owszem umożliwia światową promocję, ale jednocześnie pochłania gigantyczne zasoby.
Wszystko to co powyżej oraz kilka innych faktów doprowadziło mnie do takiej myśli. (Tak tak, znów będzie o last.fm, ale wcale mi za to nie płacą ;-) Branża muzyczna zmieni się na lokalno - globalną. Lokalną, bo za twórcami przestaną podążać masy, globalną bo fani będą rozsiani po całym świecie. W produkcję będzie zaangażowanych o wiele mniej osób. Przetrwają tylko prawdziwi twórcy, którzy obejdą się bez sławnych nazwisk bo sami będą odpowiadać za jakość prezentowanej muzyki. Promocję zaś pozostawią portalom społecznościowym na których oczywiście będą mieli swoje konta za pomocą których będą nawiązywać bezpośredni kontakt z odbiorcami jednocześnie promując swoją twórczość.
Napisałem to kilka dni temu w zasadzie pod wpływem kolejnej prośby o dodanie jako przyjaciela od twórcy właśnie. Sam nie wiem, teksty napisane pod wpływem ;-) mogą okazać się prorocze, więc zdecydowałem się jednak to zamieścić.
...a ja już w 2001 roku w szalonym liście do rzyjątka wymyśliłem, że coś jest na rzeczy i że wszystko się pozmienia jeśli chodzi o prawa autorskie. Wprawdzie wtedy wydawało mi się, że muzyka zrobi się bardziej lokalna, ale to chyba tylko dlatego, że bardziej ceniłem improwizacje na żywo niż studyjne albumy. No ale żaden ze mnie fantasta ani krytyk muzyczny, więc po 7 latach przyznaję bez skrępowania, że błądziłem. Wszystko poszło w inną stronę.
Tak czy inaczej nie zmienia to mojego przekonania, że artyści bądź co bądź mainstreamowi silą się na marne. Wszak oni jak by na to nie patrzeć są tylko jednym z trybików gigantycznej maszynerii która owszem umożliwia światową promocję, ale jednocześnie pochłania gigantyczne zasoby.
Wszystko to co powyżej oraz kilka innych faktów doprowadziło mnie do takiej myśli. (Tak tak, znów będzie o last.fm, ale wcale mi za to nie płacą ;-) Branża muzyczna zmieni się na lokalno - globalną. Lokalną, bo za twórcami przestaną podążać masy, globalną bo fani będą rozsiani po całym świecie. W produkcję będzie zaangażowanych o wiele mniej osób. Przetrwają tylko prawdziwi twórcy, którzy obejdą się bez sławnych nazwisk bo sami będą odpowiadać za jakość prezentowanej muzyki. Promocję zaś pozostawią portalom społecznościowym na których oczywiście będą mieli swoje konta za pomocą których będą nawiązywać bezpośredni kontakt z odbiorcami jednocześnie promując swoją twórczość.
Napisałem to kilka dni temu w zasadzie pod wpływem kolejnej prośby o dodanie jako przyjaciela od twórcy właśnie. Sam nie wiem, teksty napisane pod wpływem ;-) mogą okazać się prorocze, więc zdecydowałem się jednak to zamieścić.
piątek, 14 marca 2008
luźne spostrzeżenia
Kilka wrażeń z ostatnich kilku dni.
Przede wszystkim, jestem dumny z informatyków łódzkiego MPK. Nie wiem czy jeszcze jakieś polskie miasto ma on-line wyszukiwarkę połączeń komunikacji miejskiej. Zainteresowanych odsyłam do MPK Łódź. Najlepsze jest to, że w trakcie obecnych gigantycznych remontów samego centrum Łodzi, wyszukiwarka chyba całkiem sprawnie obsługuje trasy komunikacji zastępczej.
Co do samych remontów, skojarzyło mi się z taką anegdotką. Kiedyś w radiu, chyba ogólnopolskim, poszła taka informacja "W centrum Łodzi spaliły się drewniane budy!" brakowało tylko jeszcze aby traktor zderzył się z wozem konnym oczywiście też w centrum Łodzi ;-) To było u zbiegu ulic Kopcińskiego i Jaracza.
No tak czy inaczej wydaje mi się, że owszem jest to ogromne utrudnienie (te remonty) i pewnie niejedno wiadro żółci wyleje się na miejski zarząd komunikacji, ale koniec końców wyjdzie to wszystkim na dobre, jeśli wyjdzie dobrze ;-)
Na koniec myśl kradziona, mam nadzieję, że pani Małgorzata Sadowska się nie obrazi i że nie obrazi się też redakcja PRZEKROJU. W numerze 10/3272 z 6 marca 2006 w artykule "Pogadajmy o cyckach" (ależ mnie to wypozycjonuje) konkluzja totalnie mnie urzekła.
Niech będzie, że umieszczam to tutaj z dedykacją :-).
Przede wszystkim, jestem dumny z informatyków łódzkiego MPK. Nie wiem czy jeszcze jakieś polskie miasto ma on-line wyszukiwarkę połączeń komunikacji miejskiej. Zainteresowanych odsyłam do MPK Łódź. Najlepsze jest to, że w trakcie obecnych gigantycznych remontów samego centrum Łodzi, wyszukiwarka chyba całkiem sprawnie obsługuje trasy komunikacji zastępczej.
Co do samych remontów, skojarzyło mi się z taką anegdotką. Kiedyś w radiu, chyba ogólnopolskim, poszła taka informacja "W centrum Łodzi spaliły się drewniane budy!" brakowało tylko jeszcze aby traktor zderzył się z wozem konnym oczywiście też w centrum Łodzi ;-) To było u zbiegu ulic Kopcińskiego i Jaracza.
No tak czy inaczej wydaje mi się, że owszem jest to ogromne utrudnienie (te remonty) i pewnie niejedno wiadro żółci wyleje się na miejski zarząd komunikacji, ale koniec końców wyjdzie to wszystkim na dobre, jeśli wyjdzie dobrze ;-)
Na koniec myśl kradziona, mam nadzieję, że pani Małgorzata Sadowska się nie obrazi i że nie obrazi się też redakcja PRZEKROJU. W numerze 10/3272 z 6 marca 2006 w artykule "Pogadajmy o cyckach" (ależ mnie to wypozycjonuje) konkluzja totalnie mnie urzekła.
"To zresztą pewien paradoks, że żyjemy w czasach, w których telewizja zarabia krocie dzięki przekonywaniu nas, że nie jesteśmy w stanie sami posprzątać mieszkania ani go urządzić, powiesić prania, wychować dziecka, ugotować jajka ani kupić spodni. Wszystkiego od początku do końca muszą nauczyć nas specjaliści. Telewizyjne lekcje będą nas słono kosztować, bo nagle okazuje się, że normalny człowiek nie może funkcjonować bez setek niezbędnych przedmiotów w rodzaju garnka do tagine'u i trzech rodzajów wkładek do biustonosza."
Niech będzie, że umieszczam to tutaj z dedykacją :-).
poniedziałek, 10 marca 2008
anioły wstydu i bezwstydu
Zamiast notatek w książce, obok podkreśleń, zakreśleń, załamań kartek...
Jeszcze nie wiem co o tym myśleć...
"...Więc nie istnieje, ale się wstydzi! Nie chciał powiedzieć - ja to powiem: nie istnieje, p o n i e w a ż się wstydzi. Mój wstyd zaczyna się tam, gdzie kończy się "ja"; "ja" stanowi granice wstydu. Zaiste, człowiek w zupełności rządzony przez wstyd to człowiek nieistniejący. Jest jak liść miotany przez wiatr na wszystkie strony, nie wedle własnej woli, ale wedle woli wiatru, to znaczy przypadkowych pchnięć żywiołu. Śmieć unoszony przez fale.
... Człowiek istnieje tylko wtedy i tylko na tyle, na ile postępuje wbrew wstydowi. Więcej: nie "wbrew", bo wówczas wstyd nadal trzymałby nad nim rząd - ale m i m o wstydu, to znaczy nie zwracając zupełnie uwagi na jego wskazania, nie pamiętając o nim, nigdy i w żadnej sytuacji wstydu nie doznając.
...Natomiast ludzi pozostających we władzy wstydu, ludzi nieistniejących - iluż ich spotykamy każdego dnia !
...Jedno uczucie bezbłędnie odróżni człowieka od pozoru człowieka: nuda. Spotkanie człowieka z człowiekiem nigdy nie jest nudne: coś prawdziwego dotyka czegoś prawdziwego, tajemnica tajemnicy, zagadka rozwiązuje zagadkę. Ale jak wielu zna panna podobnych ludzi? Bywała panna na salonach, to widziała setki tych kukieł zamrożonych między przyzwoitością a koniecznością.(...)"
... Człowiek istnieje tylko wtedy i tylko na tyle, na ile postępuje wbrew wstydowi. Więcej: nie "wbrew", bo wówczas wstyd nadal trzymałby nad nim rząd - ale m i m o wstydu, to znaczy nie zwracając zupełnie uwagi na jego wskazania, nie pamiętając o nim, nigdy i w żadnej sytuacji wstydu nie doznając.
...Natomiast ludzi pozostających we władzy wstydu, ludzi nieistniejących - iluż ich spotykamy każdego dnia !
...Jedno uczucie bezbłędnie odróżni człowieka od pozoru człowieka: nuda. Spotkanie człowieka z człowiekiem nigdy nie jest nudne: coś prawdziwego dotyka czegoś prawdziwego, tajemnica tajemnicy, zagadka rozwiązuje zagadkę. Ale jak wielu zna panna podobnych ludzi? Bywała panna na salonach, to widziała setki tych kukieł zamrożonych między przyzwoitością a koniecznością.(...)"
/Lód - Jacek Dukaj/
Jeszcze nie wiem co o tym myśleć...
Etykiety:
dzień powszedni,
książki,
psychozofia
piątek, 7 marca 2008
rzęsista znajomość
To pojechałem z tytułem... Owszem, słownik wyrazów bliskoznacznych jest mi bliski. Lansuję się jak cholera, a co... Ale o znajomości miało być, więc do rzeczy. Chodzi o wspomnianą już na łamach niniejszego bloga Gabę Kulkę. Nie wdając się bardzo mocno w nie do końca oczywiste powody mojego entuzjazmu przejdę do przechwałek :-)
Oto 35 dni po niespodziewanym odkryciu i samoistnej wręcz fascynacji twórczością artystki, po niespełnionych planach wyjazdu na koncert do Warszawy (na zaproszenie!), po zapoznaniu się z materiałami z archiwów serwisu youtube, po udanej próbie nawiązania kontaktu, po mniej lub bardziej udanym utrzymaniu tego kontaktu (sic!) ... ...po tym wszystkim aż by się chciało sparafrazować, "Nie chce Mahomet przyjść do góry, góra przyszła do Mahometa"...
1 marca 2008 Gaba przyjechała do Łodzi wypromować swoją płytę "Out" i przy okazji zagrać mini koncert w Empiku w Manufakturze. Nie będę się rozpisywał o samym koncercie, nie będę pisał też o płycie, no chyba, że wspomnę tylko, że moja od tamtej pory jest z autografem :-)
Dość, że poinformuję, że 35 dni po odkryciu spotkałem Gabę tête à tête (ha!) A gdyby moje słowa okazały się mało przekonujące oto dowód:
Oto 35 dni po niespodziewanym odkryciu i samoistnej wręcz fascynacji twórczością artystki, po niespełnionych planach wyjazdu na koncert do Warszawy (na zaproszenie!), po zapoznaniu się z materiałami z archiwów serwisu youtube, po udanej próbie nawiązania kontaktu, po mniej lub bardziej udanym utrzymaniu tego kontaktu (sic!) ... ...po tym wszystkim aż by się chciało sparafrazować, "Nie chce Mahomet przyjść do góry, góra przyszła do Mahometa"...
1 marca 2008 Gaba przyjechała do Łodzi wypromować swoją płytę "Out" i przy okazji zagrać mini koncert w Empiku w Manufakturze. Nie będę się rozpisywał o samym koncercie, nie będę pisał też o płycie, no chyba, że wspomnę tylko, że moja od tamtej pory jest z autografem :-)
Dość, że poinformuję, że 35 dni po odkryciu spotkałem Gabę tête à tête (ha!) A gdyby moje słowa okazały się mało przekonujące oto dowód:
Subskrybuj:
Posty (Atom)