No dobrze, skoro kolejny raz wyszło mi żenujące rozpoczęcie, a intensywny weekend majowy sprawił, że wcale nie mam ochoty aby wymyślać coś bardziej twórczego przejdę do treści właściwej.
Jak w tytule tego posta, dziś znów będzie w temacie psychozofii (w sumie to chyba tylko dla mnie jest to oczywiste), tym razem jednak nie będzie to absolutnie nic co wymyśliłem sam. W ogóle się tym jednak nie przejmuję gdyż tytułowa teoria jest na tyle prosta, oczywista i prawdziwa, że w sumie trochę jestem zdziwiony, że przez całe życie nie trafiłem jeszcze na jej zobrazowanie. Jednocześnie jestem przekonany, że rzeczy proste i oczywiste powinny być powtarzane i przypominane, bo o nich najłatwiej się zapomina w dzisiejszym przekombinowanym świecie. I właśnie moja koleżanka, którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam, olśniła mnie tą jakże prostą zasadą przy okazji psychofilozoficznoprzyjacielskiej dysputy. Jednej z mam nadzieję jeszcze wielu jakie będziemy mieli okazję przeżyć.
Wyszedł jakiś bełkot jak zwykle, więc podsumuję. Nie przeszkadza mi, że nie jest to moja autorska teoria, tylko mojej koleżanki, bo jest ona (teoria nie koleżanka) prosta i oczywista (koleżanka w przeciwieństwie, jest całkiem zgrabnie choć w nie oczywisty sposób obła) a ja uważam, że proste i oczywiste rzeczy powinny być często powtarzane, dlatego nie przeszkadza mi to (po raz trzeci już chyba) aby powtórzyć tą jakże prostą i oczywistą zasadę na swoim blogu... zatem...
Moja droga, stało się zatem, jesteś na moim blogu zatem - gratulacje ! Zatem !
Owszem nadmieniam jednocześnie, że teoria ta powstała w trakcie niewymownie inspirującego kontaktu dwóch pięknych umysłów z czego ten piękniejszy to ten Twój, a ten tylko piękny to niestety wcale nie mój. No ale jakoś będę musiał z tym żyć.
Aby jednak nie wyszło na to, że jakieś obce części ciała wtargnęły w moją osobistą przestrzeń blogową dodaję coś od siebie. Czyli bez dodatkowych słów wyjaśnienia, teorię prostą i oczywistą przedstawioną we własnej, autorskiej interpretacji graficznej (bo wcale mi to nie przeszkadza).
12 komentarze:
czy tą samą teorię można zobrazować symbolem "yin yang"?
Hm... To dobre pytanie. Moim zdaniem nie. "yin yang" to symbol równowagi np. męskości i kobiecości - aktywności i bierności w moim rozumieniu symbolizuje dwie bezwzględnie powiązane ze sobą i uzupełniające się natury. W przytoczonej na blogu teorii natomiast, chodzi o zasadę budowania związku dwojga ludzi, chodzi o umiejętne odnalezienie części wspólnej dwóch różnych światów. No jak się tak zastanawiam to może jakoś można by to naciągnąć, ale moim zdaniem nie warto - nic na siłę. Symbol yin yang ma bardzo jasno określone znaczenie i nawet jeśli pasuje do teorii okręgów to powiedzmy, że dobrze to o niej świadczy. Pozdrawiam !
w powyższej reprezentacji brakuje mi dynamiki oraz emergencji - związek jako całość jest czymś więcej niż sumą składników, nową jakością... (wszystko co jest zawarte w części wspólnej istnieje niezależnie od tego drugiego świata)... zupełnie nowym światem...
Nie jest nowym światem, chyba własnie to jest sztuka, aby tworzyć swój wspólny świat nie w oderwaniu od wszystkiego innego, ale na tym co dla nas obojga jest ważne. Budowanie zupełnie osobnego świata kojarzy mi się raczej z pierwszym etapem związku, kiedy wyrywamy sobie czas z codzienności aby się spotkać,,,a dynamiki próżno raczej szukać w okręgach,,,to tylko pewien symbol
nowy nie osobny. nowym w sensie: odkrywania tej drugiej osoby, odkrywania siebie w kontekscie drugiej osoby, nowych interakcji, zachowan, doswiadczen. wspolne upodobania, wartosci pozwalaja sie spotkac. potem to wlasnie roznice zaczynaja grac glowna role.
To właśnie mieści się we wspólnym okręgu, bo to jest zupełnie nowy świat, ale budowany w tym istniejącym, w tym codziennym. Nie wiem czy różnice zaczynają grać rolę, wydaje mi się że bardziej bliskość która powstaje w trakcie pokonywania różnic.
wlasnie tego wspolnego okregu brakuje mi w powyzszej interpretacji najbardziej. na powyzszym rysunku roznice zostaly wyrzucone poza MY, a moim zdaniem sa one wartoscia dodana. to one tworza intymnosc.
Bardzo ciekawie śledzi się tą dyskusję. Dorzucę coś od siebie... W zasadzie to co już pisałem (poniekąd). Przede wszystkim, jak dla mnie okręgi są właśnie bardzo dynamiczne (choć na rysunku wyszły trochę koślawo =). Dalej, wydaje mi się, że anonim trochę zbyt poważnie podszedł do tematu i w jakiś dziwny sposób próbuje nad interpretować tą jakże prostą zasadę, która moim zdaniem w ogóle nie pretenduje do jakiejś bezwarunkowej prawdy absolutnej. No bo gdzie zostało powiedziane, że różnice zostały wyrzucone poza MY ? Gdzie zostało powiedziane, że część wspólna to tylko suma składników, a nie nowa jakość ? Przecież to tylko symbol a nie działanie logiczne na zbiorach.
Tak czy siak, dla mnie teoria stała się przez was jeszcze piękniejsza, bo okazuje się, że skłania do myślenia. Okazało się, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Dla mnie np. najważniejsze jest aby pamiętać, że budując związek, należy pozostać wiernym sobie. Nie można zrezygnować, ze swoich zainteresowań, potrzeb, pasji ale jednocześnie pozostawiając miejsce w życiu tej drugiej osoby, w którym to ona będzie mogła się rozwijać. I to właśnie symbolizuje dla mnie teoria okręgów.
a cala dyskusja dzieki temu ze ta interpretacja graficzna wyglada dokladnie jak przyklad dzialania na zbiorach i, przynajmniej dla mnie, byla przez to dosyc jednoznaczna (i prowokujaca). swoja droga anonimowosc w dzisiejszych czas wymaga wiecej zachodu niz sam podpis ;-). pozdrawiam
Po pierwsze widzę błąd w rozumowaniu anonima. To co zostało wyrzucone poza obszar "MY" to nie różnice, tylko osobiste pasje, zainteresowani. Wielkość poszczególnych części jest oczywiście umowna, może być tak że ta współna częśc jest dużo większa, zresztą zazwyczaj tak się właśnie zdarza, ale ważne aby nie zapominać o tym co własne osobiste. Po drugie zupełnie nie rozumiem uwagi na temat anonimowości i podpisu, oczywiście ja jako ja komentuje wciąż tylko raz mi się napisało nie ze swojego konta i dlatego wyszła Marta, jesli uwaga dotyczy czegoś innego chętnie posłucham wyjasnienia.
tak jak wspomnialem, ja patrzac na ten obrazek widze dzialanie na zbiorach... iloczyn, suma, roznica; w moim toku myslenia to co nie jest wspolne to jest to czym sie roznimy; dla mnie zwiazek czyli MY to cos wiecej niz suma zbiorow (nie mowiac o iloczynie); o samym sobie nie da sie zapomniec - bo patrzac z punktu widzenia dzialan na zbiorach MY wtedy przestaje istniec;
uwaga o anonimowosci dotyczyla tego, ze autor bloga prawie na pewno wie kim jestem...
Prześlij komentarz