Tak nawiasem, ranking słów czy w zasadzie fraz a może raczej wyrażeń kluczowych które doprowadziły Was do tej strony jest ciekawy. Niewykluczone, że kiedyś się tym podzielę i każdy będzie mógł siebie odnaleźć.
Wracając jednak do tematu. Pod koniec stycznia, czyli relatywnie szybko, bo tylko jakieś 80 dni, (czyli tyle ile Phileas Fogg potrzebował na rundkę dookoła świata, a przynajmniej Julkowi się tak wydawało) od przygotowania matki drożdżowej, udało się rozlać wino do butelek. Dla pozostałych amatorów ważna informacja. Winko długo nie chciało się wyklarować i już nawet kupiłem watę aby je przefiltrować (i nawet trochę przefiltrowałem, ale to przez bratową bo jej zasmakowało) , koniec końców jednak pewnego wiosennego dnia stycznia (zima lekka tego roku) wino objawiło się pięknym bursztynowym kolorem.
Nie umiem powiedzieć, z czego wynika nuta goryczy, którą ja przynajmniej na samym końcu ogona wyczuwam. (Obawy o rzeczoną nutę mają wszyscy robiący wino na całych owocach) Dla mnie potęguje tylko ona (ta nuta) doznania i sprawia, że winko prezentuje się absolutnie wyjątkowo. Zresztą kto próbował ten wie i jeśli chce to napisze. Na zakończenie tuż przed dokumentacją fotograficzną (to tylko flaszki z winem, nie ma co robić 36 klatkowej sesji) chyba jednak nie do końca pasujący wiersz, a w zasadzie to fragment...
W Ciemnosmreczyńskich skał zwaliska,
Gdzie pawiookie drzemią stawy,
Krzak dzikiej róży pąs swój krwawy
Na plamy szarych złomów ciska.
Gdzie pawiookie drzemią stawy,
Krzak dzikiej róży pąs swój krwawy
Na plamy szarych złomów ciska.

0 komentarze:
Prześlij komentarz